Czy Święta mogą być przyjemne, ale nie męczące? Przeważnie
stajemy przed wyborem albo rodzinne święta z pełnym inwentarzem albo żadne. Jak
tradycyjne to ze zbiorowym polowaniem na prezenty w centrum handlowym, gdzie
kolejki są nawet do koszyków, a cały tłum miarowo przesuwa się w wolnym tempie
do przodu. Pochód ten zakłócają tylko chwile, gdy ktoś nieoczekiwanie
postanowił rozejrzeć się wokół stojąc na środku alejki wprowadzając resztę
tłumu w coraz większe podenerwowanie. Z dwoma dniami ze szmatą w ręku w ramach
świątecznych porządków, gdy zza kanapy wyciągamy koty, które od poprzednich
świąt zdążyły się już dobrze podtuczyć. Z kolejnymi minimum 48 godzinami w kuchni, no bo jak tu
zrobić święta bez śledzika zgodnie z przepisem stryja Zdzicha, ulubionej kutii
babci i michy pierogów klejonych o drugiej nad ranem. I jak już przychodzi
Wigilia to w biegu między nakrywaniem do stołu a doprawianiem barszczu
przebieramy się, aby w fartuchu gości nie przywitać. Zmęczeni wraz z gośćmi
pochłaniamy w dwie godziny to, co z pieczołowitą starannością robimy zgodnie z
przepisami obowiązującymi od pokoleń. Gdy goście wychodzą mamy dość i
obiecujemy sobie, że za rok będzie inaczej.
Można też kompletnie inaczej. Wyjechać tydzień przed
świętami, czyli wtedy gdy w marketach zaczyna się najgorętszy okres, a klienci
wyrywają sobie pół żywe karpie z rąk chcąc zdobyć nie wiadomo po co tego trochę
bardziej przytomnego. Po prostu. Zapakować ciepły sweter, wino, książkę i
czmychnąć w góry przed kominek. Wigilię spędzić podobnie jak wszystkie inne dni
wyjazdowe - wysypiając się, spacerując, czytając książki i licząc sęki w
ścianie. Trochę czasem szkoda, że nie ma tej michy pierogów z bliskimi. Trochę
dziwnie, gdy do gospodarzy zjechał tłum dzieci, bo najważniejsze to być razem,
a my de dwójkę cicho przyklejeni w pokoju z kominkiem. No ale lepsze to niż
tydzień z zakasanymi rękawami przecież.
Z tych dwóch scenariuszy wolę ten drugi. Ale czy jest też
trzeci? Taki, gdzie prezenty zaplanujesz wcześniej i zamówisz przez internet na
kilka tygodni przed świętami. Taki, gdzie selekcjonujemy te zadania, które
lubimy i które nas integrują z bliskimi, jak wspólne malowanie pierników,
lepienie pierogów i dekorowanie choinki. A pozostałe zlecimy komuś. Przecież
jest sporo chętnych do przyjęcia zlecenia wysprzątania Twojego mieszkania, a
listę potraw można rozdzielić między gości. Myślę, że świętami nie jest tak jak
z chodzeniem na siłownię - nie trzeba czuć zmęczenia na całym ciele, by mieć
poczucie sensu podjętych działań. Myślę, że warto pamiętać, co jest
najważniejsze w tych świętach oraz na co dzień. Że warto czasem sobie trochę
ułatwić. Uprzyjemnić.
I tego sobie i Wam życzę.
Agnieszka Stępniewska